Katarzyna Kołczewska jest jedną z najciekawszych autorek tzw. literatury kobiecej. W swojej twórczości zbliża się do prozy środka, chętnie podejmuje tematy nieoczywiste, nie próbuje na siłę dążyć do happy endu. Czytelnika zmylić mogą okładki jej książek, kojarzące się raczej z literaturą popularną, warto jednak w tym wypadku nie tracić czujności. „Odzyskać utracone" to zasługująca na uwagę powieść środka inspirowana historią rodziny autorki.

Jeśli liczycie na lekturę, która, tak jak poprzednie książki Kołczewskiej, czyta się sama, możecie się przeliczyć. "Odzyskać utracone" to powieść o wiele bardziej surowa, wymagająca od czytelnika maksymalnego skupienia. Kraków, Warszawa - nawet jeśli nie uważaliśmy na lekcjach historii, wiemy, jak wyglądała wojna w tych miastach. Z książek, filmów. A zapomniany Białystok?

Niewiele by jednak było do chwalenia, gdyby w tym wszystkim zabrakło realistycznego i wiernego tła historycznego. Autorka pokazuje nam obraz miasta zniszczonego wojną, ludzi, którzy w tym mieście ginęli, tych, którzy przeżywali za wysoką cenę. Karty powieści wypełnione są wciąż gorącą krwią, mocno oddziałującą na czytelnika śmiercią i sowiecką okupacją.

Miałam na dzisiejszy dzień plany. Stos książek, jedna do opisana, druga zaczęta i nawet zakładką założona, czytana, aż dostałam ebooka i przepadłam… Jak zaczęłam czytać, to wyłączyłam się ze świata. Obecnie klub Kobiety to czytają to już jest marka, z każdą przeczytaną książką przekonuję się, że mogę brać w ciemno. To są doskonałe książki. Książkę Wbrew sobie miałam już nawet w rękach i rozważałam jej kupno, ostatecznie przemówił rozsądek, że dodatkowa waga w plecaku w taki upał nie będzie pożądana. Jednak co się odwlecze – to nie uciecze. Cieszę się, że ją przeczytałam, chociaż jest taka mocna. Jak kieliszek czystej wódki, odsuwa wszystko inne na dalszy plan, zmienia ostrość i po prostu masakruje, zwala z nóg. To kolejna książka, którą – będę nalegać – musicie przeczytać.

Książka jest prawdziwa, aż do bólu. A bohaterowie, którzy wcale nie są idealni, co uważam za dodatkowy atut, wzbudzają sympatię, innym razem złość, a także litość czy współczucie. Będziecie się śmiać i płakać, ale na pewno nie pozostaniecie obojętni na przedstawione wydarzenia.
Gorąco polecam tę niezwykle poruszającą powieść, po którą tak sobie myślę, po prostu trzeba sięgnąć.

„Idealne życie” to powieść, obok której nie da się przejść obojętnie. Ona stawia przed trudnym pytaniem o nasze relacje z osobami nam bliskimi; każe się zastanowić, czy sami nie włożyliśmy krewnych w szufladki naszego utartego, schematycznego myślenia, nie robiąc nic, by zweryfikować to ich umiejscowienie. Rodzi też refleksję, czy dla wszystkich słowo „idealny” znaczy na pewno to samo. Katarzyna Kołczewska ma niebywały talent do pisania o zwyczajnym-niezwyczajnym życiu i drugą powieścią potwierdziła swoją klasę. Niniejszym ogłaszam się jej oddaną wielbicielką.

Zaciskająca gardło, poruszająca, ale i wciągająca. Ta powieść to numer jeden dla tych, którzy lubią sobie popłakać. Samotne dziecko, trudna sytuacja i nałóg, który może doprowadzić do wielkiej tragedii. Jeżeli taka tematyka jest dla Was strzałem w dziesiątkę – książka „Kto, jak nie ja?” powinna powędrować w Wasze ręce.

Wbrew sobie Katarzyny Kołczewskiej zaskoczyło mnie ogromnie. Ogromnie pozytywnie. W podobnych historiach zwykle szukam czegoś, co będzie zawierać punkty wspólne z moim życiem, co pozwoli mi bardziej wczuć się w sytuację bohaterów, porównać doświadczenia, zrozumieć postawy, decyzje, skonfrontować je z tym, co znam z autopsji. Tu tego nie znalazłam. Katarzyna Kołczewska opowiedziała historię zupełnie nie przystającą do mojej rzeczywistości, a jednak przeżywałam ją jak własną. 

Idealne życie można podsumować jako wciągające czytadło na kilka wieczorów. Na przemian śledzimy poczynania inspektora oraz, wraz z Ewą, odkrywamy coraz to nowe fakty z życia Elżbiety. Powieść napisana jest z poczuciem humoru, ale zahacza także o bardziej dramatyczne wątki. Podane są one jednak w sposób bardzo przystępny. Dzięki temu, otrzymujemy barwną historię, którą dobrze się czyta i chce się więcej. Chętnie sięgnę po kolejny tytuł autorki. Oby był równie dobrą rozrywką, co poprzednie.

Nie czytaj "Wbrew sobie", jeżeli oczekujesz historii o niezbyt rozgarniętej trzydziestolatce. Nie czytaj, jeżeli nie chcesz czytać o życiu, takim jakie jest i o ludziach, takich jakimi są - bez upiększeń, bez udziwnień, bez koloryzowania. "Wbrew sobie" to szczera, wartościowa i zajmująca historia o życiu - takim jakie jest naprawdę. Wzrusza i otwiera oczy. Zdecydowanie zasługuje na uwagę.

Książka TV – „Wbrew sobie” Katarzyny Kołczewskiej

Herbatka z Książką – „Wbrew sobie” Katarzyny Kołczewskiej

"Wbrew Sobie"

- Recenzje Ami
"Wbrew Sobie"

- Zażyj kultury
"Wbrew Sobie"

- Z pasją...
"Wbrew Sobie"

- Poradnik Pozytywnego...
"Kto jak nie ja"

- Książki moim oknem...
"Idealne życie"

- Mój świat - szelest kart
"Wbrew sobie"

- Kto czyta książki żyje...
"Wbrew sobie"

- Myśli i słowa wiatrem...
"Idealne życie"

- Opętani czytaniem
"Idealne życie"

- Cząstka mnie
"Wbrew sobie"

- Recenzje z pazurem
"Wbrew sobie"

- Lustro rzeczywistości